Jadę samochodem i próbuję zaparkować, ale nigdzie nie ma miejsca… Znaczy byłoby, gdyby te barany umiały parkować! Ten by stanął trochę w lewo, tamta trochę w prawo i bym się zmieścił. O, tu znowu to samo! Czemu oni nie przysuną się bardziej do auta, przy którym parkują? Wystarczyłoby parę centymetrów i już miałbym miejsce.
Nie miałbym. To przykład błędu przeżywalności.
Zastanówmy się, ile samochodów jechało przede mną i też próbowało zaparkować w tamtym miejscu, wyzywając innych od baranów? Nikomu nie udało się wcisnąć, dlatego to miejsce jest „wolne”. Gdyby dało się stanąć, to by nie było.
(Oczywiście jeśli akurat byłbym pierwszy, to bym stanął. Myślę, że jest jasne, o co chodzi).
Naturalnie z tego nie wynika, że nie należy starać się tak parkować, by ktoś inny jeszcze się zmieścił. Mnie to naprawdę irytuje. Choć przyznam, że jak przypominam sobie o błędzie przeżywalności, to ta irytacja jest jakby mniejsza… Już nie mówiąc o tym, że zwykle nie wiemy, jaka była historia i kto tak głupio stanął.
Lubię błąd przeżywalności, bo wiele „wyjaśnia” i można go znaleźć w zaskakujących miejscach. Na przykład widzimy na facebooku lub linkedin wpis, który uzyskał wiele polubień. Analizujemy go: zdjęcie z pandą. Aha, czyli trzeba dawać zdjęcia z pandą… Być może, ale nie widzieliśmy tych wszystkich pand, które nie stały się popularne. Może były ich tysiące, a w takim razie, jeśli Ty wstawisz zdjęcie z pandą, najprawdopodobniej nic z tego nie będzie.

Błąd przeżywalności prowadzi czasem do niezdrowych porad, a przynajmniej do złej argumentacji. Nigdy się nie poddawaj! Zobacz, ta gwiazda nie poddawała się i osiągnęła sukces!
Jasne, że się nie poddawała — gdyby to zrobiła, nie stałaby się gwiazdą i nie dowiedzielibyśmy się o niej. „Nie poddawać się” to warunek konieczny, ale nie wystarczający. Nie mówi nic o tym, jaka jest szansa, że jeśli ja nie będę się poddawał, to osiągnę sukces. A w przypadku np. gwiazd youtube jest dość nikła — i to nawet przy założeniu, że robimy wszystko bardzo dobrze.
Podsumowując, przy następnej próbie zaparkowania w zbyt wąskim miejscu, pomyśl sobie, że nie musisz ich wszystkich wyzywać od baranów — ktoś już tę robotę wykonał.
PS. Nic mi nie wiadomo, żeby Frederic Bastiat, do którego nawiązuję w tytule, pisał bezpośrednio o błędzie przeżywalności, ale to połączenie wydawało mi się interesujące.
